środa, 9 kwietnia 2014

SI bardziej humanitarne niż człowiek. (Moje opowiadanie konkursowe)

Gdzieś na rubieżach Układu Słonecznego…
Czterech kosmonautów odliczało dni do końca siedmioletniej misji badawczej na Stacji Kosmicznej „Clarke”, znajdującej się na orbicie planety Kepler K-53-A1. Kolonizacja ruszyła pełną parą dzięki pozostawionym w przestrzeni wrotom, międzywymiarowych zbudowanych przez rasę, poznaną przez nas 10 lat temu oraz skokowi technologicznemu.
Stacja była ogromna, gdyby ją porównać do któregoś z miast byłaby wielkości Gdańska. Wybudowano ją sto osiemdziesiąt lat po Rewolucji Czterech Głów. Ludziom przy pracy pomaga sztuczna inteligencja, jest to niemal stuprocentowa kopia mózgu jednego z najwybitniejszych naukowców XXI. Wieku. Stacja kształtem przypominała ogromny czworościan, każdy z poszczególnych techników zajmował się odpowiednią częścią tego cudu technologicznego. Posiadała ona własny mały ekosystem, sieć transportową, wyżej wspomnianą SI oraz akcelerator czarnej materii robiący za reaktor. Znajdowała się ona jakieś 4 tysiące lat świetlnych od Ziemi, czyli podróż zajmuje niecałe 2 lata przy użyciu wrót. Przy ich odkryciu otrzymaliśmy dużo informacji na temat podróżowania w kosmosie i o działaniu portali. Skoro jest taka wielka, to dlaczego jest w niej tylko czworo ludzi? Przepisy mówią, że przy wymienianiu załogi stacji na następną, to powinno zostać czworo kosmonautów, którzy mają przekazać klucze do komputerów i danych, a potem mogą wracać na Ziemię. Pracowano według czasu ziemskiego, co powodowało, że kosmonauci nie cierpieli z powodu zmian czasowych i pozwalało to na szybszą adaptację do warunków na „Clarke’u”
Rochstein, Bakłański, Watanabe oraz Petersen – technicy zajmujący się konserwacją czekali na przybycie promu. Pozostały trzy dni. Towarzyszył im Hades, sztuczna inteligencja, która miała za zadanie badać Keplera K-53-A1 oraz pomagała przy zarządzaniu stacji. Praca wymagająca oraz dobrze płatna, problemami były głównie promieniowanie i nieco mniejsza grawitacja niż na Ziemi.           
                Za pół roku można było już posadzić na powierzchni łaziki z pierwszymi budynkami kolonialnymi, zespół techników żałował, że nie będą mogli spojrzeć na taki sukces ze stacji, tylko będą w podróży na Matkę Ziemię. Pracowali w pocie czoła, sprawdzając sprawność wszystkich komputerów i serwerowni oraz spójność danych.  Zastanawiał ich wszystkich brak jakiejkolwiek łączności czy też bardzo ostrożne podejście Hadesa do zachowania techników.
Nastał dzień pierwszy. Od początku zmiany czworo kosmonautów czuło się dziwnie – wszystkim towarzyszyły duszności, ból głowy i ogólne osłabienie, podczas obiadu zostały im podane środki placebo, które zadziałały natychmiast. Rozmawiali między sobą o rodzinach, o tym, co będą robić po powrocie na Ziemię i wspomnieniach z dotychczasowej pracy. Śmiali się, słuchali siiebie nawzajem, wszystko w tym czasie podlegało rejestracji do kroniki. Gdy nagle Rochstein upadł bez życia, resztaF załogi była zszokowana tym widokiem leżącego ciała. Wzięli jego ciało i zanieśli do sektora medycznego „Clarke’a”.  Podłączyli go do skanerów po czym diagnoza była dość prosta, ale nie do końca możliwa według techników: niedotlenienie mózgu. Wszyscy się zastanawiali jak mogło do tego dojść, skoro stacja była sprawna. Zapytali Hadesa o możliwą przyczynę. Ten zaczął wyjaśniać im, że to mogło się zdarzyć przez, niższą niż na Ziemi, grawitację. Watanabe  podważał istnienie tego, co się dzieję na stacji. Był wściekły z powodu śmierci Rochsteina, Bakłański podał mu zieloną herbatę by go uspokoić, zadziałała chwilę później. Był załamany, obawiał się o swoje życie, nie mógł do końca uwierzyć w to, że jeden z techników po prostu upadł i umarł. Tego dnia nikt więcej się nie odezwał.
                Liczba dni do przybycia: 2
Kolejna ośmiogodzinna zmiana w toku. Stan serwerów: bardzo dobry.
 Spójność danych badawczych: 100%
Usterki: Pęknięcie rury z dwutlenkiem węgla w sektorze botanicznym na stacji „Clarke”
Technik wykonawczy: Inżynier L. Petersen
Przewidywalny czas naprawy: 2 godziny
                Po dostaniu informacji na temat uszkodzeń, Petersen przetransportował się do wskazanego miejsca, założył skafander inżynierski, po czym przystąpił do zatykania przecieku. System filtracyjny nie pozwolił mu się udusić. Wymierzył laserowym palnikiem w szczelinę i nacisnął spust. Wiązka wysłana w jej stronę zaspawała ją i przywróciła szczelność w systemie przewodów do fotosyntezy. Po zakończeniu naprawy przeskanował usterkę w celu sprawdzenia spoiwa, wiązka krótkotrwałego promieniowania gamma wykazała brak wad w spawie. Zadowolony Petersen uśmiechnął się i poczuł, że coś dziwnego zaczęło się z nim dziać. Zaczęło mu brakować oddechu pomimo założonego skafandra i powietrza w pomieszczeniu do odprowadzania dwutlenku węgla. Dwie minuty później inżynier padł na podłogę i zaczęły nim miotać pośmiertne drgawki. Bakłański i Watanabe po pozbyciu się ciała Rochsteina poprzez wysłania go w kosmos, dostali na komunikatory, które dostali na początku służby, informację o śmierci Petersena, wraz z odczytami z jego ciała. Przyczyną było uduszenie. Zostawili swoje dotychczasowe zajęcia, po czym przetransportowali się do „Botanika”. Weszli do pomieszczenia technicznego, gdzie zastał ich widok ciała Petersona w skafandrze. Przez wizjer skafandra było widać sine ciało technika. Bakłański zaczął wariować, jego ręce zaczęły drżeć, krzyczał, jego zachowania były wręcz skrajne. Śmiał się, po czym chwilę później był wściekły. Podbiegł do jednej z rur i wbijał w nią paznokcie. Robił tak, dopóki z jego palców nie ściekała krew. Działo się tu coś dziwnego, lecz nie wiedzieli co. Bakłański opadł na ziemię i zaczął drżeć jakby dostawał dawki prądu. Watanabe nie reagował, zostało mu obojętne to, co działo się z resztą załogi. Leżący na podłodze inżynier wstał i z szaleńczym uśmiechem na twarzy wyszedł z pomieszczenia. Drugi, pozostający w środku, przyglądał się ciału. Postanowił je wynieść do kapsuły, by się go pozbyć ze stacji.  O dziwo zwłoki Petersena okazały się lekkie jak piórko, pomimo grawitacji na „Clarke’u”.
Gdy dotarł do sekcji kapsułowej wydawało mu się, że widziany przez niego obraz ma wyraźnie zakłócenia i zniekształcenia. Najbardziej był zdziwiony tym, co się działo z kombinezonami, wydawały się poruszać błyskawicznie, na milimetrowe odległości. Tymczasem Bakłański siedział w centrum spotkaniowym, pisał swoją krwią po ścianach następujące słowa: „DEUS EX MACHINA, HOMO SINE CORPUS”. Mamrotał coś pod nosem w swoim ojczystym języku, gdy skończył pisać usiadł na fotelu, odchylił głowę do tyłu. Jego wzrok wpatrujący się w sufit wydawał się nieobecny, ciało technika rozluźniło się, oczy bez zmian. System diagnostyczny „FUSION” nie wykrył stanu Polaka jako zgonu.
Tymczasem Watanabe wziął jeden z kombinezonów, ten zaś zniknął, proces przypominał usuwanie obrazu piksel po pikselu. Ze zdziwienia ręce mu zesztywniały w uścisku, w tym stanie pozostał przez 20 sekund, po czym zajął się chowaniem ciała do kapsuły. Chwilę później wystrzelił ją w stronę Keplera K-31-A1.  Zostało mu przydzielone zadanie sprawdzenia sterowania sondami, więc wrócił się do swojej kajuty. Pomieszczenie o czterech metrach kwadratowych było w sterylnej wręcz bieli. Kontrastem dla tego koloru były plakaty oraz dwie katany wiszące na ścianie przeciwległej do okna. Gdzieś po prawej znajdowało się łóżko z biurkiem, lewa strona była zajęta przez szarą hermetyczną szafę dla kombinezonów oraz stojak na sprzęt naprawczy. Watanabe zdjął strój roboczy i poszedł wziąć prysznic. Jego ciało zawierały ślady po stymulantach i kuracji genowej, tors zdobiły tatuaże, będące hołdem złożonym dla jego dziadka – genialnego konstruktora w dziedzinie nanobotów. Podczas gdy na jego ciało leciała gorąca woda, ten z upuszczoną głową starał się poskładać do całości to, co przeżył przez ostatnie dwa dni. Brakowało w tych wydarzeniach logiki lub sensownego wytłumaczenia. Pomyślał, że to czysty przypadek i z tą myślą, po odświeżeniu się i przebraniu, ruszył do sekcji kontroli. Ze stołu wziął soniczny śrubokręt idealnie nadający się do grzebania w elektronice. Gdzieś w połowie drogi, na korytarzu oddzielającym sektory zaatakował go ból, niespodziewany, przeszywający, krótkotrwały ból głowy, na tyle silny by zwalić Watanabe z nóg. Przeklął, po czym ruszył sprawdzić usterkę. Pomieszczenie do sterowania sondami było pełne monitorów, miało też szklaną podłogę, przez którą było widać planetę. Na jednym z paneli był problem z łącznością jednego z urządzeń pomiarowych. Watanabe otworzył pokrywę i zaczął diagnostykę elektroniki. Soniczny śrubokręt znalazł usterkę, więc technik uruchomił w nim sekwencję naprawczą. Sprzęt był sprawny po trzydziestu sekundach. Skaner składu litosfery znów działał poprawnie. Było to ostatnie zadanie Watanabe na „Clarke’u”.
Dzień 3.
Do przybycia promu pozostało: 50 minut
Watanabe pakował właśnie swoje rzeczy, dwie godziny wcześniej zaszyfrował dane ze wszystkich komputerów a hasła wysłał do serwerowni statku. Po wyniesieniu rzeczy z pokoju udał się do doków, by załadować ładunek do transportu. Udał się do centrum spotkaniowego, gdzie zobaczył to, co napisał Bakłański, gdy oszalał. Watanabe był spokojny, już nie chciało mu się zastanawiać nad tym, co widzi. Był zmęczony tymi anomaliami, dlatego postanowił usiąść w fotelu i oglądać słowa namalowane krwią na ścianie przez Polaka. Nagle Watanabe zaczął kasłać, zakrył usta ręką, gdy ustał na jego dłoniach były ślady krwi i kosmicznego pyłu. Czuł się coraz słabszy, brakowało mu tchu, jego nogi nie funkcjonowały, ciało dostało drgawek. I wtedy przed jego oczyma objawiła się szary mężczyzna bez włosów, jego oczy mieniły się złotem, samemu Hadesowi udało się zmaterializować przed Watanabe, by powiedzieć mu prawdę na temat tego, co się działo z resztą załogi. Opowiadał mu, o tym, że stacja została niemal zniszczona przez zderzenie z satelitą. Watanabe, Rochstein, Bakłański i Petersen to jedyne osoby, które pozostały podczas ewakuacji stacji, niestety doszło do rozszczelnienia „Clarke’a”. Ich umysły były podtrzymywane przez Hadesa poprzez podłączeniu ich do sieci stacji i wysyłanie impulsów elektrycznych do mózgów, a do jego śmierci pozostawały minuty, a nie dni. Czekanie na powrót do domu było tylko iluzją, stworzoną przez SI tylko po to, by technicy mogli umrzeć śmiercią humanitarną. Watanabe się rozpłakał, po czym się uspokoił i kontynuował swoją ostatnią rozmowę w życiu, rozmowę ze sztuczną inteligencją bardziej ludzką niż człowiek…



2 komentarze:

  1. Ogolnie ciekawe, ale przeczytaj calosc jeszcze raz bo zdazaja się bledy, gramatyka nie zawsze dobra, calosc nie zawsze sklejna no i malo takiego jezyka ktory wywoluje jakies emocje, malo domyslow dla czytelnika..

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem, jest dużo technicznego opisu. Pisałem to, zanim się dorwałem do bardzo dobrego poradnika.
    Dziękuję za krytykę

    OdpowiedzUsuń