poniedziałek, 7 grudnia 2015

O tym jak Kajetan dostał wpierdol.

Get over here ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~>



Zeszła była naprawdę zajebista.
Wiecie dlaczego?
Bo MORTAL KOMBAT!



Brałem udział w turnieju w Mortal Kombat X, 6 grudnia dokładnie.

Przygotowywałem się do niego niemal cały tydzień. Trenowanie na padzie od Xboxa 360 było mordęgą przez źle zaprojektowanego D-Pada (lub jak to woli "Krzyżaka"), w porównaniu do pada z obecnej generacji.

 Postacią, którą trenowałem, był Scorpion. Myślałem, że będę grał nim dobrze, po tym jak tydzień wcześniej w Cybermachinie, dałem popalić dwóm typkom wygrywając z nimi łącznie, 16:3. Trenowałem wariacją Ninjitsu, w której to Scorpion walczy mieczami.


Przejdźmy do samego turnieju...
Zjawiam się jak zwykle przed czasem i przyglądam się uczestnikom, którzy robią sobie sparingi przed turniejem.


No to byłem w dupie...
 Ja swoim marnym Scorpionkiem ledwo wyciągałem z 16% obrażeń. Gdzie chłopaki, którzy grali wyciągali po ok. 30%, bez żadnego zmęczenia, robiąc przy tym takiego kombosa, że nie da się z tego uciec. Zwątpiłem w swoje szanse na wygraną. Dowiedziałem się chwilę później, że to są weterani, którzy przyjechali z Krakowa, Katowic i Łodzi, by zobaczyć jak to we Wrocławiu będzie wyglądało.
 Porozmawiałem z ludźmi, dostałem swój identyfikator z nickiem:
RuchamDziwki123 niestety było zajęte :C 

I moja głowa została prawie urwana przez prawdziwego Scorpiona (Mógł to też być cosplay, ale kto tam wie), bo przegrałem sparing.
Cóż, Cyperian nadal niezły klimat turniejowi :D



Netherrealm czeka...
No dobrze, ale czy coś poszło nie tak?

Mecze grupowe poszły mi bardzo sprawnie niemal bezstratnie wygrałem, straciłem tylko jedną rundę. Po trzech meczach miałem otwartą bramkę do 1/8 turnieju. I tu się zaczęły prawdziwe schody. Czwarty mecz, z ostatnim zawodnikiem z grupy, pokazał mi jak bardzo mi brakuje umiejętności i taktyki. Przeciwnikowi właściwie nie schodził pasek życia, a ja próbowałem się wyrwać z kombosów z marnym skutkiem. Kitana zdecydowanie  trzyma na dystans. I tak o to przegrałem swój pierwszy mecz.

1/8 turnieju.
 Kolejny mecz, znów trafiam na zawodowca, z którym to grałem przed chwilą w celu poćwiczenia. Po pierwszej przegranej rundzie, już wiedziałem, że źle dokonałem wyboru postaci, ale nadal grałem Scorpionem. Cóż, 3:0 dla przeciwnika grającym Dvo'rahą, który cały czas mnie zaskakiwał tą samą kombinacją ciosów, której nie mogłem powstrzymać

Drabinka "Przegrywów"
Na drabince przegrywów też dostałem kopa, od swojego imiennika, który grał Raidenem

Bardzo wyrównany mecz, chociaż łomot mi spuścił
Dwójka rywali, ten z  grupy oraz ten z 1/8, grali przeciwko sobie w finale XD
Także ewidentnie trafiłem na ciężki orzech do zgryzienia. Diamentowy orzech.

Wiecie dlaczego przegrałem?

BO SCORPION JEST CHUJOWY!!!!!

Brakuje mu jakiekolwiek ciosu na odległość, gdzie mógłby trzymać przeciwnika na dystans.
Problemem było też, że miał bardzo ograniczony wachlarz ciosów, do podtrzymywania ciągłości kombosów.
Zastanawiam się, czemu nie wziąłem pana Cage'a, którym grałem w MK9

Postanowiłem nim zagrać po turnieju. Żałuję, że go nie wziąłem.

Osobiście uważam turniej za udany, poznałem multum fajnych kulturalnych ludzi. Nie było chamstwa, a co najważniejsze, nie było dzieciarni.
Może nie wróciłem z trofeum, ale za to wróciłem z nowymi znajomościami, doświadczeniem oraz dobrym humore.

I tak oto Kajetan dostał wpierdol.
PS. Jeżeli ktoś z was jest z Wrocławia i chce ze mną pograć, to wpadajcie do Cybermachiny w soboty.


Powrót do żywych



O matko ile to już czasu minęło, od kiedy cokolwiek wrzuciłem na bloga? Czas powrócić na stare śmieci.

Co się działo przez okres nieobecności? 
Wiele zmian, nowa lokalizacja, nowi ludzie, nowa szkoła, w końcu wkroczyłem w dorosłe życie. Z potknięciami. Ale o tym nie będę się rozpisywał. Ten post traktuję jako rozgrzewkę przed ruszeniem ponownie z materiałem. Myślę, że nieco częstszym niż raz na ruski rok.

Co mnie skłoniło do tego, by wrócić?

  Odnalazłem muzę, odnalazłem źródło inspiracji, moje natchnienie. Kto by pomyślał, że pewna utalentowana i piękna dziewczyna wyrwie mnie z okowów bezproduktywności... Na początku nie liczyłbym na jakieś mega ciekawe opowiadania czy coś. Może zacznę trochę ruszać publicystki.

Myślę, że zacznę od rzeczy najciekawszej dla mnie, od filmów, bądź gier. Ale to wyjdzie w swoim czasie.

A teraz wybaczcie, ale zajmę pisaniem pierwszego prototypowego opowiadania. Co mogę wam zdradzić? Kingiem to ja nie zostanę.

Fryteczkę?